Partly here, partly gone. (Trzynaste: nie angażuj się.) 2010-10-05 21:03:07

 

Jakby wiosenne emocje zapadały głębiej. Jakby, głębiej wdychane ze świeżym tlenem, wchłaniały się pod skórą jak tatuaż niekoniecznie z henny. Muszą być koloru ziemi, pomyślisz, bo na wiosnę cera robi się ziemistobrudna, co jest dla Ciebie jak błogosławieństwo, bo przykrywa bladość naturalną prawie opalenizną. Coś w tym uzależnia, substytut witaminy D, zielenieją ci trochę końcówki włosów i chwilami czujesz się tak mocno związana z ziemią, że może czasem nie ma po co wstawać. Jesteś jak rozciągnięty pęcherz - rozsadzana niepotrzebnościami, zbędnymi przeżyciami, tylko po to, żeby potem móc powiedzieć Przecież już tutaj byłam, zakręcić się i stracić oddech, obudzić się kolejnej po zimie pory roku.

Nie przepadasz za pustką, dobitnie trzeba ci to przyznać, masz tendencje do gromadzenia i kiedy ktoś tam w liczbie mnogiej mówi, że to syndrom gryzonia, słysząc to po raz kolejny, zastanawiasz się nad świadomością. Jak to jest, czy gryzonie mają poczucie bezpieczeństwa, a może kiedy raz zgubią drogę do tamtego miejsca, umierają. Może życie bez tych rzeczy i bez tych ludzi nie nabiera nowych wymiarów, bo w ilu wymiarach może widzieć zwierzę, może jest jak nieskończone limbo bez wyjść i drzwi z napisem open, jak to jest, że jesień wpiera w ciebie tą potrzebę ciepła i jednego punktu constans, jak to jest, że zużycie papierosów wzrasta, a ty wciąż czujesz, że spadasz, i zawsze, co roku, że we właściwą stronę. I tylko czasem, czasem, przekłuwa cię intensywny slajd jak to wszystko się kończy i chyba musisz wtedy usiąść, przejechać dłonią po lewej stronie głowy i, zginając palce , przesunąć ją do ust, a potem wziąć cztery różowe tabletki bo tak ci wtedy kazali, ubrać rękawiczki, włączyć play i po prostu długo długo pójść.

 

Problem ze świadomością polega na tym, że twoja przeszłość zawsze żyje gdzieś w tobie. Jeśli zapędzisz psa do kąta i przestraszysz go, to wyjdzie z niego wilk i cię pogryzie. (Jonathan Carroll)

 

 

THE SECRET IS JUST TO KEEP MOVING.

skomentuj (0)

Coding blue. 2010-04-15 10:32:39


Więc. Ściągasz talię paskiem, więc ściagasz paskiem biodra. Więc urywasz paski białożłtej, papierowej klejącej taśmy i naklejasz na organizm. Więc, odklejasz je z siebie w wannie. Więc w wannie można spędzić godzinę albo i dwie, więc można zwalniać rzeczywistość wpatrując się w duże palce lewej stopy. Wiedziałaś pewnie, zapomniałaś.
Pamiętasz, w zeszłym marcu siedziałaś o tej porze w wiązanym na plecach fartuchu na kokardkę. To był taki ból, przeszywający i zdecydowanie przydługi, obezwładniał cię nagłą dezorientacją gdzieś na środkach obmacanych, znajomych chodników, przepłukiwał ci myśli bezsennością, znaczył siwymi, jakoś obco prostymi włosami, których - jakoś tak - zupełnie się nie spodziewałaś. I myślałaś, że to właśnie takie wydarzenie, etap, że może serce się właśnie złamało, może wpół wygięły ci się żebra do środka, że trzeba to przespać, przeczekać, i że już. Zbyt wysoka zawartość soli we krwi powoduje redukcję pocenia, myślałaś, tasując w głowie objawy. Zbyt wysoka dawka kofeiny prowokuje przyspieszone oddychanie, zbyt duża dawka zdarzeń powoduje zastój, emocjonalną toksymię, a może oskrzelową taksykardię, pcha cię do diagnozowania siebie samej przez internet, a może afternet to powinno się nazywać, bo z inter niewiele to ma wspólnego. Może powinnać odciąć się od przedtem, odłączyć wtyczkę i bezprzewodowe instynktowne łącza, bo takie analizowanie po czasie, którego jesteś mistrzynią, i z którego dyplom wypisałaś sobie na ścianie kilkadziesiąt miesięcy temu, wycinając na niego dziurę nawet w tej nowej tapecie, takie przemyśliwanie prowadzi cię tylko i wyłącznie do tej chwili, w której jesteś teraz, z tym samym przenikliwym bólem z lewej strony ciała, z trzecim dzisiaj napojem energetycznym, którym od tygodnia skutecznie zastępujesz pieczywo, masło i wędlinę, z wnioskami na teraz i na całe życie, nie tylko na temat tego, że te cztery różowe tabetki, które pielegniarz zalewał w tobie wtedy wodą z plastikowego kubka, że one leczą objawy, ale nie leczą przyczyny. I myślisz sobie, że może to wiosna tylko. Może masz zaburzenia, zaburzenia snu, zaburzenia oddywania, zaburzenia odżywiania, zaburzenia przeżywania. Może chodzi o ten strach przed utratą tego, bez czego się nie poruszysz, do czego nigdy nie przestaniesz zdążać, czego nie przehandlujesz za nic hand made, self made, made in China, made from modelina. Czego nigdy do, czego nigdy prze. Nie masz już tego parcia, nie masz juz żadnej potrzeby, nie masz już tego, czego można by chcieć, bo gdzieś za Tobą, gdzieś obok i gdzieś tu jest ten etap, kiedy nie za bardzo może być doskonalej. Niedo prze syt, a może miesiąc kwiecień po prostu za bardzo bierzesz do siebie.

skomentuj (0)

So tell me how does it feel. 2009-09-25 18:41:42

Weeds blow tall on a broken train track
Ruth B. draws we're fixin' to get high
Maybe we'll hit the bluffs and find ourselves the same old rum


Zasadniczo jest tak, że jeżeli już można cię już spotkać, to w najciemniejszych kątach. Światło jakoś cię razi, paraliżuje oczywistością i tym dziwnym kostansem, który przez prawie rok cudacznie potrafi utrzymać się na tym samym, banalnym poziomie. Wydaje ci się, że to idzie kolejny napad bólu głowy i pieczenia skroni, już prawie rozpoznajesz te fruwające ci pod powiekami plamy, czujesz się trochę jak czarny kot i istnieje w twojej głowie takie założenie, prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że gdyby ktoś zrobił ci zdjęcie w tym właśnie momencie, oczy będą świecić ci się na zielono. Taka magia. W którymś momencie uświadomisz sobie, że te podrażnienia od światła miałaś zawsze, naniesione na odwieczną zmarszczkę pod lewym okiem i jeszcze bardziej wieczny pieprzyk tuż obok, że one nie są ani okresowe, ani objawowe, ani co gorsza - nie potrafisz zajeść ich najdroższą, nawet niemiecką aspiryną, której masz przecież w kieszeniach całe fabryki, na wypadek gdyby istnienie nagle zaczeło cię boleć, albo gdyby syndromy maksymalnego odrażenia za bardzo dawały o sobie znać. Drapiesz się po przedramionach, łokciach i dłoniach, zwijasz palce w kłębek i uważasz, że coś się tutaj stawać nie powinno. Uważasz na siebie, masz alergię na niepewność i patogeny zazdrości, nie mieścisz się w tych ramach za bardzo ani za pieniądze, a nikt ci raczej nie zdradzi, że to może i lepiej, nikt ci nie powie, że krew jest gęstsza i ta realność lepiej smakuje, nikt ci nie wykrzyczy, żebyś szła swoją drogą i nie oglądała się za siebie. Co to, to nie, najchętniej zapomnij wszystkie lekcje, które wsysałaś kroplami jak dicortinef, ktoś cię tutaj nauczy nowej rzeczywistości, uśpij te benadziejne instynkty i zamknij drzwi, naprawdę wszystko czego potrzeba ci do szczęścia to wypełnianie foremek, nie wiedziałaś?...

But everybody says this place is beautiful
And you'd be so crazy to say goodbye
But everything's the same this town is pitiful
And I'll be gettin' out as soon as I can fly


Zasadniczo jest tak, że zastanawiasz się, po kiego czorta tutaj wracałaś i wymyślasz, jakby to było o wszystkim zapomnieć. Na chwilę, martwy ułamek sekundy nie pamiętasz najczerwieńszego koloru twojej walizki, najdroższej taksówki świata, która miała nigdy nie przyjechać, pasiastej sukienki, w której udawałas, że ten mecz hokeja na lodzie naprawdę cię właśnie zainteresował, a tak naprawdę zastanawiało cię tylko, czy ładnie jesteś wyprostowana i że właśnie leci ta  piosenka Arethy. Wszystko było takie kolorowe i szybkie, obracałaś głowę z niedowierzaniem, i wtedy naprawdę, po raz pierwszy w życiu, Nadzieja, zachciało ci się uczyć. Wtedy naprawdę i na krótką chwilę oduczyłaś się spać na prawym boku i tak bardzo chciało ci się dawać coś od siebie, zapominałaś oddychać i od krzyku na całe gardło wysychały ci zęby, stawiałaś omdlałe ciało na środku ulicy nad ranem i wydawalo ci się, że dalej zajść nie można, bynajmniej nie dzisiaj, nie w tym życiu i wymiarze, że lepiej już nie bedzie, że ten pociąg mógłby się spóźniać jeszcze co najmniej dwa razy, i że jeszcze nigdy tak bardzo nie smakowały ci przeterminowane landrynki. Taki instynkt. Może to był ten moment, wiesz, do którego musiałas dojść przez wszystkie marmurowo - elektroniczne drogi z kartami nie ze swojej talii i nie do swoich pokojów, może to jest twoja lekcja i twoja niezbywalna blaszka gdzieś pod skórą głowy, ona ci połączy wszystkie wątki w jedną całość, zawsze zaprowadzi cię pod właściwy adres i zawsze zagra odpowiednią piosenkę, nawet jeśli moment będzie akurat absolutnie niefantastyczny.


Life goes by on a Talihina sky


Zasadniczo, myślisz sobie, taka blaszka to musi byc cenna sprawa, prawie jak sto lat stary płaszcz vintage bardzo słynnej marki, albo może jak ten złoty pierścionek z fioletowym oczkiem, który dostałaś na pierwszą komunię i który jest najmniejszym pierścionkiem świata, a gdyby go zgubić, Nadzieja, zostawi ci wyrwę w sercu większą niż cały madagaskar i pustynia błędowska razem wzięte. Takie wrażenie. Tylko dlaczego musiałaś tyle za ten kawałek nierdzewnej stali zapłacić tyle, Nadzieja, że wciąż budzisz się krzykiem i śni ci się jazda na rowerze przez największą w tym kraju rzekę, Nadzieja, że na dźwięk telefonu udajesz martwa albo przynajmniej nieprzytomną, że tak naprawdę unikasz rozlicznania się ze sobą nawet grubym nominałem, a nieustannie masz ze sobą pięć notesów i w żadnym nie potrafisz zapisac nawet strony. Kiedyś lekarz w niebieskim kitlu ci powiedział, Nadzieja, że żeby ciało było zdrowe, dusza musi być spokojna, a ty od trzech tygdoni prawie  nieustannie chorujesz. Na litość, Nadzieja, daj sobie wreszcie powiedzieć, że czasy mocnych wrażeń i rozdrapywania z niecierpliwości żył się skończyły, daj sobie sprzedac schemat i wyprawkę dla pierwszoklasisty, jak dobrze się spiszesz, może dadzą ci nawet tytę i łaskawie zapomną , że kiedykolwiek odwazyłaś się miec własne zdanie. I może jedyne, co cię zaskakuje, to to, że jesteście jednak w jakoś tam jednym wieku, a ty myslalaś że to różnica co najmniej dwóch pokoleń.


The hopped up boys are lookin' for their trouble
The knocked up girls, well they've all got their share
Ruth seems out of her mind, swears she won't give in this time


Zasadniczo myślisz sobie, że to nic, i że się nie zatrzymasz i tak. Odżegnujesz się na trzy od starych sentymentów i po raz pierwszy masz odwagę nie zaczynać od początku, za to iść dalej ze starymi, styczniowymi bliznami. Stare demony przepłaszasz nowymi i to jest flirt zahaczający o ryzyko, balans czerni i bieli, nasycenie kontrastu tym, czego nie pamiętasz, a modlisz się, żeby nie zapomnieć. Samotność, samodzielność i samowystarczalność uzależniają cię jak tytoń i tabletki nasenne, z tą tylko pewnością graniczącą z nieprawdopodobieństwem, że przez jakiś czas nikt i nikt cię nie zatrzyma. Nadmiary powodduja niedobory wrażeń, Nadzieja, tak bardzo na siedzenie w miejscu nie chcesz sobie teraz pozwalać, a to wrażenie, że wystarczy wykręcenie jednego numeru tak bardzo te stany pogłębia. Myślałaś, że to pooczątek drogi, wiara honor i szacunek, Nadzieja, tyle rzeczy miałaś jeszcze poznawać, tyle błędów miałaś jeszcze naprawiać. Taka pomyłka. Wszystko będzie dobrze - powtarzasz sobie - tylko zmień to zdjęcie na pulpicie.

skomentuj (0)

Głupia Ty. 2009-04-16 03:47:23

Siadasz na nagrzanej słońcem ławce na peronie numer pięć i patrzysz w bruk. Nie rozglądasz się na boki i nie patrzysz w metalowy korytarz pociągu. Na całym metrze kwadratowym swoich pleców czujesz tą absorbującą niewygodę nagrzanej słońcem czarnej skóry, może zbyt grubo się dzisiaj ubrałaś, może masz na sobie za dużo ubrania. Choć przecież nie, nie mogłaś włożyć czegoś lżejszego, kiedy wyjdziesz z pociagu może być już chłodno, może być nawet tak zimno i lodowato, jak jeszcze chyba nigdy nie było i, chociaż ten chłód nie będzie odczuwalny dla nikogo poza tobą, chociaż pewnie znakomicie mogłabyś udawać, że nie zauważasz spadku temparatur na tym wkładanym do ucha termometrze i spadku ciśnienia na tym jednoczęściowym barometrze z numerem, którego nie można wybrać ponownie, solidnie się przygotowujesz. Może się boisz, Nadzieja, a może tylko nie chcesz juz przewidywać rzeczy, chcesz być zawsze gotowa do wyjścia, przejścia i zniknięcia. Może zdjęłabyś kurtkę, nie jest przecież taka ciężka, ale chodzi ci tutaj o pamięć. Zrezygnujesz z czegoś na końcowej stacji, zapomnisz, że trzymałaś w dłoniach dwie rzeczy, że cała twoja postać obrzucala powietrze rytmem trzech częsci, na siedzeniu zostanie twoja na wpół rostargana torebka i kiedy wysiadziesz z pociągu, poczujesz przeszywający strach i to mrowienie w dolnej części watroby, które na chwilę zatamowuje ci przepływ żółci w organiźmie, żeby do mózgu doszły słodkie sygnały, że to wclae nie dzieje się naprawdę.

Spoglądasz przeciągle i z rozmysłem na torebkę wylewającą się poza ramy ławki po twojej lewej stronie i pozwalasz sobie na chwilę o tym pomyśleć, żeby uświadomić sobie, że właściwie dokładnie na to czekałaś. No bo co, co może się stać jeżeli zostawisz ją za drzwiami, Nadzieja? Wszystkie twoje srebrno - złote komplety kluczy do coraz bardziej fantazyjnych mieszkań, kalendarz, którego szukasz dokładnie raz w tygodniu i i tak nie potrafisz znaleźć, osobisty dowód braku osobowosci i prawo jazdy, niewysłane kartki do przyjaciół oraz wszystkie po kolei plastikowe karty do bankomatu. Telefony. Mogłabyś, Nadzieja, pojechac gdzies daleko i na metalowej barierce na rowery przed stacją przesiedziec całą noc. Mgłabys nic nie jeść. Nie rozmawiać, nie słuchać. Milczeć. Clean cut, Nadzieja, jak nie teraz to kiedy, dokonaj wyboru. Jak to jest z Tobą, że porywasz się na wielkie gesty i abstrakcyjne sytucje, a nie potrafisz tak po prostu wstać. Marquez ci napisał przecież, że kiedy kobieta postanawia przespać się z jakimś mężczyzną, nie ma takiego parkanu, którego by nie przeskoczyła, fortecy, której by nie zdobyła, ani jakiejkolwiek normy moralnej, której nie byłaby gotowa złamać: i nie ma takiego Boga, który by ją powstrzymał,tak niewiele trzeba, a ty Nadzieja, przekopujesz przez swoje łózko mniej lub bardziej przygodnych i mniej lub jeszcze mniej wrażliwych kochanków, przeprawiasz rzeczywostość przez swoje satynowe poszewki, ale tak naprawdę, Nadzieja, sypiasz z ideami. Jesteś nienasycona tą odwieczną podróżą do wnętrza niczego, chociaż kiedyś myślałaś, że to wędrówka na szczyt, że okrężną ściezką okrążasz ogromne wzgórze, żeby kiedy wreszcie staniesz na górze, móc cieszyc się dokładnie tym, co cię tam zastanie, i żeby nie było nic co może byłaś pominęłaś, i teraz do tego nowego doznania tęsknisz. Teraz juz wiesz, Nadzieja, że na szczycie zawsze stoi się samemu i wiesz też, że to niekoniecznie musi być szczyt, gdybyś z miejsca, w którym teraz jesteś wwiercała się w środek ziemi, to też byłby to kształt stożka i w zasadzie, masz to tępe wrażenie, że akurat Ty wybrałaś tą działkę z odwiecznymi pokładami węgla zamiast piasku. Tak czy owak, Nadzieja, dopóki nie zostawisz swojej przeszłości w jakieść torebce na metalowej ławce, ten odrętwiający etap będzie trwał, ciągnął się i ciążył, więc przestajesz myśleć o tym zupelnie. Nakłdasz coś o kolorze wegla na powieki.To jest kwestia gotowości, powtarzasz sobie, muszę po prostu być gotowa, może jeszcze nie teraz.

skomentuj (2)

I believe in mistakes and accidents, that the nature of life is chaos and confusion 2009-02-27 04:16:54

Najpierw chyba zasłabłaś w korytarzu, zakręciło ci się w głowie i całą sobą trzymałaś się ściany w pustynną tapetę, może nie chciałaś upaść na ten przemielony spojrzeniami dywan, może miało być po prostu bardziej dramatycznie. Wszystkie dwadzieścia trzy kroki do windy robiłaś wszystko, żeby połączyc ze sobą tylko te fakty, które nie mogłyby się złozyć w jedną całość. Kleciłaś nową rzeczywistość jak dziecko, z kolorów i form, które gdyby nie to, że totalnie do siebie nie pasują, mogłyby stworzyc idealny, nowy świat. Uparcie.

Później chyba nawet się śmiałaś, o wiele za głośno, chodziłaś o wiele zbyt szybko, mówiłaś o wiele za dużo. Wysoko podnosiłaś głowę. Myślałaś o tym klubie, do którego ostatnio się zgubiłaś, że tam pójdziesz juz jutro, że będzie tak fantastycznie, w mózgu spowalniała ci się rzeczywistość w rytm tamtej muzyki, szczególnie tamtych basowych gitar, wiedziałaś jak to będzie, palić papierosy na tamtym tarasie. I tylko nie wiadomo dlaczego, nie mogłaś się pozbyc tego permamentnego rumieńca z twarzy, nie pomagało przykładanie dłoni i lodu, nie udało ci się go nawet wydrapać.

Jakies sto minut później rozpłakałaś się w pociągu, aż ten męzczyzna z naprzeciwka zaczął uprawiać karciane sztuczki, wciągając w nie jeszcze dwóch oprócz ciebie amatorów nocnych podróży, chował długopis za pazuchę i udawał, że długopis gdzieś zniknął, tylko nie wiadomo dlaczego, nie mógł wyczarowac królika z kapelusza, albo chociaż kwiatów z tego granatowego mazaka, przysiadł się do ciebie nie wiadomo kiedy, i dopiero po wyjściu z pociągu przyszło ci do głowy żeby sprawdzić, czy przypadkiem cię nie okradł. Głupia ty, lekkomyślna ty.


Wychodząc z drugiego pociagu dwadzieścia minut później, wiedziałaś już co zrobisz. Wiedziałaś, jak to będzie. I wiedziałaś, że niczego w życiu nie będzie ci brak. Wiedziałaś? Wysłałaś wiadomość po chwili, i nie drżały ci nawet dłonie. Wyrzuciłaś dezodorant, którym pachniesz od dokładnie dwóch dni, bo dokładnie dwa dni temu przypomniało ci się, że chciałabyś go mieć, i że możesz. Wiedziałaś?


Są cztery etapy żalu, podobno."To trwa zwykle około roku", podobno. Zawsze byłaś szybka w dążeniu do celu, zawsze szybko dostawałaś to, czego chcesz. Szybko dojrzałaś, szybko zachciało ci się cofnąć przed próg tej dojrzałości i udawać, że to ktos za ciebie przezył te wszystkie emocje i zdarzenia, które miały cię przecież chyba czegoś nauczyć. Szybko zaczełas udawać, że to tak naprawdę nie miało miejsca. Udalo ci się zmieścic rok czterech godzinach i trzydziestu czterech minutach, brawo. Udalo ci się powtórzyć stan z po - ośmiu - latach poprzez stan po - dwóch - miesiącach - i dwudziestu dniach, brawo! (Głupia ty, lekkomyslna ty.)


Są dwa rodzaje ludzi. Ci, którzy po wejściu do pokoju hotelowego od razu wieszają na klamce tą tandetną przywieszkę, żeby im nie przeszkadzano, i ci, którzy robią to tylko w wyjątkowych sytuacjach. Zasadniczo wiesz i pamiętasz, że lubisz tylko  tych pierwszych, odczuwasz z nimi niejaką poufną i skrytą więź, jestes jedną z nich i jesteś w stanie wiele im wybaczyć. I czy to, czy naprawde to wtedy cię zmyliło, czy może jego przeciagłe milczenie i ten nieskończony zasób rezerwy, czy może to, jak zawsze biegł spojrzenem do twoich butów na zbyt wysokim obcasie, kiedy myślał, że nie widzisz...? Nie przepadasz za pustką, wybitnie trzeba Ci to przyznać. Masz tendencję do gromadzenia zbyt wielu rzeczy, starych gazet i złych wspomnień, słowo "gra" na zawsze kojarzy ci się z kartami i

chińczykiem, nigdy z ludzką twarzą, strach jest przedsionkiem piekła - wymyśliłaś sześć dni temu jadąc na restart nowego roku w klubie z rajem w nazwie. I wtedy, wracając nad ranem do domu prawie pustym autobusem, chyba myślałaś że niczego już się nie boisz. Nieprawda, Nadzieja, nieprawda. Dopiero teraz jest tak, że nic w tym życiu nie jest już w stanie cię zdziwić, zaskoczyc i przerazić. Może tylko twoje własne odbicie. (Głupia ty...)

skomentuj (1)

Księga Gości



statystyka